Dzień zaczął się tradycyjną
owsianką. Smakowała jednak lepiej niż zwykle w towarzystwie uroczych Nowo
Zelandczyków w wieku mojej babci, którzy od 3 miesięcy jeżdżą sobie po Chinach.
Są na prawdę niesamowici! Towarzyszyła nam jeszcze Hiszpanka Imma poznana
poprzedniego wieczoru, która tak jak ja jechała tego dnia do Dali. Pojechałyśmy
więc razem :) Imma jest pracownikiem urzędu w Hiszpani, ma 29 lat i po kilku
latach monotonnej pracy wzięła 3 miesiące bezpłatnego urlopu i ruszyła odkrywać
zakątki Azji (Kamboża, Laos, Birma, Chiny ...). W drodze na dworzec autobusowy
minęłyśmy się z parą Argentyńczyków życząc sobie nawzajem udanej podróży. Na
chińskim dworcu o dziwo też obyło się bez komplikacji i po kilkunastu minutach
siedziałyśmy w busie, który ze względu na fakt, że był pełny ruszył przed
czasem.
 |
| Z hiszpanką Immą |
 |
| chińskie krajobrazy z za szyby autobusu |
Po ok. 2h dotarłyśmy do Dali. Dzięki uprzejmości kierowcy wysiadłyśmy w
starej części Dali i nie musiałyśmy marnować kolejnej godziny na powrót z nowej
części miasta. Po drodze bus zatrzymał
się jeszcze w pamiętnej toalecie! Na prawdę nie zapomnę jej do końca życia i mimo,
że kabiny były wyposażone w drzwi
(toalety bez drzwi też się w Chinach zdarzają) to nadzwyczajny w środku był
brud i smród, który temu towarzyszył. Teraz uwaga chińczycy zamiast to miejsce
po prostu posprzątać pozapalali zapachowe kadzidełka- rzeczywiście świetne
rozwiązanie! Chiński sposób na syf- zapalić kadzidełka. Ale wracając do Dali,
dotarłyśmy do Jade Emu Hostel w którym dzięki świetnej obsłudze poinformowano
gdzie najwygodniej wypożyczyć rowery.
 |
| Omlet z płatkami kwiatów! Smakował wyśmienicie, ale kto by w Europie pomyślał żeby jeść płatki kwiatów |
Zjadłyśmy obiad i udałyśmy się autobusem
nr 2 do Cai Cun czyli miejscowości nad samym jeziorem aby nie musieć martwić
się o swoje życie pokonując drogę z centrum Dali do jeziora stykając się z
chińskimi kierowcami, którzy do najrozsądniejszych raczej nie należą. Po wyjściu z autobusu jakiś Chińczyk pierwszy
z wypożyczaczy rowerów próbował nas zbajerować kiepskiej jakości rowerami. Ze
względu na fakt, że ja wybierałam się jednak na 2 dni nie chciałam próchna i
poszłyśmy wybierać dalej. Z typowym chińskim podirytowaniem zaczął się kłócić z
Panem z wypożyczalni do, której się
udałyśmy, że jesteśmy jego klientkami, ale Pan na szczęście zgrabnie z sytuacji
wybrnął. Jak to dokładnie się rozwiązało to wam nie powiem bo przecież
rozmawiali po Chińsku, którego raczej nie rozumiem. Najważniejsze, że mogłyśmy
się zająć wypożyczaniem rowerów. Wytłumaczenie, że jeden rower chcemy na jeden
dzień, a frugi oddamy jutro zajęło dłuższą chwilę gdyż umiałam powiedzieć
tylko: jeden dziś drugi jutro. Te cztery słowa to było zdecydowanie za mało,
ale jakoś się udało. 30 Y za dzień i mogłyśmy ruszać w trasę. Była godzina 15.
Przez ok. 20 km jechałam z Immą. Tępo było więc żółwie, cały czas towarzyszyła
nam rozmowa i podziwiałyśmy otoczenie.
 |
| Typowa chińska praczka, po co marnować bieżącą wodę? |
 |
| Jezioro Erhai (1) |
 |
| Jezioro Erhai (2) |
Na palcach jednej ręki mogę policzyć
ludzi, których minęłyśmy również na rowerach. Większość Chińczyków preferuje
skuter to też widok białych ludzi, a do tego na rowerach powodował olbrzymie
zdziwienie. Sytuacje zatrzymywania się tylko po to by zrobić nam zdjęcie były
na porządku dziennym. Oprócz tego minęłyśmy jeszcze mnóstwo chińskich par młodych
na plenerach fotograficznych lub po prostu normalnych ludzi robiących sobie
sesje zdjęciowe.
 |
| Jedna z par młodych |
Ja osobiście nie znam żadnego chłopaka nie Chińczyka, który
pozował by w polu kwiatów aby mieć nowe zdjęcie profilowe, ale w standardach
chińskich to zupełna norma. Ok. 17
rozstałam się z Immą, która do 19 musiała oddać rower i wróciła do Cai Cun,
podążając ciągle wokół jeziora.
 |
| Jezioro Erhai (3) |
 |
| Jezioro Erhai (4) |
 |
| Jezioro Erhai (5) |
 |
| chińska codzienność (1) |
 |
| Poobcinane gałęzie, kto by w Chinach się przejmował, że zajmują cały jeden pas... Nie wyglądały na świeżo obcięte! |
Po drodze poprosiłam Chinkę o zdjęcie, ale
byłby to nadzwyczajny przypadek gdyby nie dopadła mnie wtedy grupa chińczyków,
która z białym człowiekiem także obowiązkowo musi mieć zdjęcie. Po kilku
minutach robienia sobie z nimi zdjęć (każdy oczywiście chciał mieć osobne)
ruszyłam dalej.
 |
| Rowerem wokół jeziora Erhai |
Niebo nie wyglądało spokojnie i zaczęłam przypuszczać, że
wkrótce może mnie spotkać mokra niespodzianka. Piękno okolicy nie pozwalało
jednak przyspieszyć bo przecież trzeba było robić zdjęcia!
 |
| chińska codzienność (2) |
 |
| chińska codzienność (3) |
 |
| Jezioro Erhai (6) |
 |
| chińska codzienność (4)- dzieci wracające ze szkoły |
Po drodze mijałam wiele dzieci, które bawiły się dokładnie tak jak ja to pamiętam ze swojego dzieciństwa! Aż miło się patrzy widząc tak szczęśliwych małych człowieczków, którzy wolny czas spędzają używając do tego swojej wyobraźni, a nie zamykając się w komputerowej rzeczywistości.
 |
| chińska codzienność (5)- Pani myjąca warzywa |
 |
| chińska codzienność (6)- prace polne |
 |
| chińska codzienność (7)- uliczny bazar |
 |
| Jezioro Erhai (7) |
Zaczęłam się jednak
sprawdzać na mapie gdzie byłoby dobre miejsce do noclegu. Robiąc jedno ze zdjęć
dopadła mnie kolejna grupa, która jednak próbowała doradzić gdzie się zatrzymać
na noc. Powiedzieli, że muszę się w miarę spieszyć żeby dojechać tam przed
nocą ale ze znalezieniem noclegu nie
powinno być problemu. Zaczęłam więc podążać do Shangguan Town. Niestety moje
wcześniejsze przypuszczenia się potwierdziły i zaczęło kropić. O nie! Boże plis
niech mnie tylko teraz nie zmoczy! Byłam w szczerym polu i na prawdę nie było
się gdzie schować :/ Chwila szybkiego pedałowania i wydawało mi się, że udało
mi się uciec! Udało się, ale Ada oczywiście nie mogła sobie darować robienia
zdjęć więc przydrożne zatrzymywanie znów sprawiło, że deszcz mnie dogonił.
 |
| Przydrożna świątynia |
 |
| Droga nie wszędzie była idealna |
 |
| chińska codzienność (8) - Pracowali mimo deszczu |
 |
| Takim widokom nie można się oprzeć- uprawy w Chinach |
Niestety tym razem uciec się już nie dało i dopiero gdy dojechałam do
najbliższej miejscowości zatrzymałam się w przydrożnej restauracji oczywiście
już mokra.
 |
| Schronienie przed deszczem |
 |
| W międzyczasie restauracje minęło jeszcze stado byków |
Deszcz przeszedł i mogłam ruszać dalej. Podeszczowe widoki (niebo i
nasycona zieleń) zawsze są niesamowite. Tym razem były jednak nieziemskie.
Niestety po przejechaniu kilkunastu kilometrów znów zaczęło padać i mimo, że
wydawało mi się, że jestem już w miejscu w którym znajdę hostel nic na owe
miejsce nie wyglądało.
 |
| chińska codzienność (9) |
 |
| Przybrzeżne zakamarki jeziora Erhai |
 |
| chińska codzienność (10) |
 |
| Jezioro Erhai (8) |
Jechałam więc dalej, a moje przerażeni wzrastało na myśl
o samotnym śnie gdzieś pod deszczowym chińskim gołym niebem. Na moje szczęście ni
stąd ni z owąd pojawiła się przede mną pewna Chinka z mężem na rowerach.
Pierwsze dziwo, że na rowerach drugie, że nawet mówili trochę po angielsku.
Powiedzieli, że tu żadnego hostelu nie ma w okolicy ale jak chcę mogę jechać z
nimi do Shanglang Ancient Town i tam na pewno znajdę nocleg. Wyboru za bardzo
nie miałam i mimo, że do tej miejscowości było jeszcze trochę drogi, a dzień
zbliżał się ku końcowi to fakt, że nie zostanę chociaż sama zdecydowanie
poprawił moje samopoczucie. Jechaliśmy więc dzielnie do przodu, mimo iż wiatr
silnie dawał się we znaki robiąc po drodze jeszcze dwa przymusowe postoje z
powodu deszczu.
 |
| Postój przymusowy |
Podążając przed siebie i robiąc mnóstwo zdjęć doprowadziłam
niestety baterię w moim aparacie do stanu śmierci więc później mogłam już jedynie
cieszyć widokami swoje oczy.
 |
| Wokół jeziora Erhai |
 |
| Jezioro Erhai (9) |
 |
| Jezioro Erhai (10) |
 |
| Droga wokół jeziora Erhai |
 |
| Jezioro Erhai (11) |
 |
| chińska codzienność (11) |
Gdy zobaczyłam pierwsze zabudowania myślałam, że
do Shanglang, ale niestety to były tylko jakieś mniejsze okoliczne zabudowania i mimo, że pojawił się nawet pierwszy znak informujący o stacji benzynowej do końca naszej trasy wcale nie było blisko.
 |
| Wydawało się, że to już tuż tuż |
Droga zaczęła się zwężać, a do tego ze względu na remonty odcinków jezdni
zaczęły się wahadełka. Jazda stała się więc już mało przyjemna zarówno ze
względu na zmierzch, wąską drogę, przejeżdżające ciężarówki jak i po prostu
moje zmęczenie (wywołane najbardziej chyba tym uciekaniem przed deszczem),
które doskwierało coraz bardziej. Jechałam pierwsza, starałam się zjeżdżać
nawet na pobocze tym większym autom bo zdawałam sobie sprawę, że za kierownicą
siedzą Chińczycy, a ja jakoś nie darzę ich zaufaniem. Nagle za sobą usłyszałam uderzenie, krzyk. Z
przerażeniem odwróciłam się za siebie. Chinka, która jechała ze mną właśnie
została trącona przez samochód ciężarowy. Ten nawet się nie zatrzymał.
Zobaczyłam tylko ją leżąca na asfalcie. Rzuciłam rower i pobiegłam z pomocą
choć na szczęście nic jej się nie stało. Prawdopodobnie ciężarówka po prostu
zahaczyła o jej kierownik. Ona dzięki Bogu czuła tylko ból w nodze, ale mogła
nią swobodnie ruszać. Początkowo wolnym spacerem, potem już na rowerach
dotarliśmy do miejsca docelowego. W międzyczasie dowiedziałam się, że nowo
poznani Chińczycy mają w Shanglang hotel. Niestety ceny nie na moją kieszeń! Po
chwili odpoczynku w ich uroczym hotelu znaleźli mi miejsce w młodzieżowym
hostelu, który znajdował się na drugim końcu miasta. Dzięki ich towarzystwu
przebyłam drogę jednak bez problemów. Rozstaliśmy się przed hostelem i udałam
się na upragniony nocleg. Dzień pełen wrażeń i miałam nadzieję, że to już
koniec. Czyżby? W hostelu powitała mnie Chinka nie gadająca po angielsku za to
świetnie dogadująca się z tabletem, który do mnie już mówił po angielsku. Od
taka niespodzianka przyszłam do hostelu i można by powiedzieć, że zakwaterował
mnie tablet recepcjonista :)
 |
| Klimatyczny hostel choć o łóżkach w superlatywach się raczej nie wypowiem |
Obudziłam się na twardym Chińskim
łóżku, które poprzedniego dnia z powodu zmęczenia wcale nie wydawało się
twarde. Czułam, że ciężko będzie tego dnia usiąść ponownie na najbardziej
niewygodnym siodełku z jakim miałam do tej pory (nie) przyjemność obcowania.
Innego wyboru jednak nie miałam gdyż obudziłam się przecież po drugiej stronie
jeziora, a trzeba było wrócić do Dali. Na szczęście pogoda zachęcała do aktywności
na świeżym powietrzu i nie musiałam walczyć z głową która w przeciwnym wypadku
zapewne pragnęłaby zostać w łóżku. Zjadłam owsiankę i ruszyłam podziwiać
budzącą się do życia okolicę. Poranny Shanglang nie wyglądał już tak
zniewalająco jak ten oświetlony wieczorną porą ale mimo wszystko poranne targi,
budzący się do życia lokalsi dawały fantastyczny obraz chińskiej porannej
rzeczywistości.
 |
| Nanzhao Folk Island |
 |
| Poranni rybacy w Shanglang |
 |
| Ulica w Shanglang |
 |
| Ulica w Shanglang (2) |
 |
| Stragany w Shanglang |
 |
| W drogę :) |
Ruszyłam w drogę, rzucając jeszcze okiem na Nanzhao Folk Island
na którą można się udać łódką z Shanglang. Tępo tego dnia niczym nie przypominało ucieczki przed deszczem z dnia
poprzedniego. Jadąc poprzez chińskie wioski starałam się wczuć się w sytuację
ludzi, których mijam. Podziwiałam okolicę i zbliżałam się do Dali. To właśnie
tu zobaczyłam te Chiny na których mi najbardziej zależało- codzienne,
niekomercyjne, po prostu chińskie i choć droga była zdecydowanie cięższa niż ta
poprzedniego dnia- zarówno przez towarzyszący mi wiatr jak i bardzo
zróżnicowane ukształtowanie terenu, każdy kolejny kilometr zachęcał do tego żeby
jechać jeszcze dalej w nowe, nieznane...
 |
| chińska codzienność (12) |
 |
| Przybrzeżne zakamarki jeziora Erhai |
 |
| Jedna z restauracji po drodze- były w takich miejscach, że na prawdę dziwiłam się że istnieją |
 |
| Jezioro Erhai (12) |
 |
| Drewniani towarzysze podróży |
 |
| Jezioro Erhai (13) |
 |
| Piękne, tak bardzo szkoda, że uwiązane |
 |
| Zazdroszczę domu w takim miejscu! |
 |
| Most kolejowy nad jeziorem Erhai |
 |
| chińska codzienność (13) |
 |
| Little Putuo Island |
 |
| Droga wokół jeziora Erhai |
 |
| Jezioro Erhai (14) |
 |
| chińska codzienność (14) |
 |
| Jezioro Erhai (15) |
Minęłam chiński pogrzeb, podziwiałam chińską rzeczywistość. Tak bardzo
ciężko przelać te wszystkie widoki i sytuacje na papier, to trzeba po prostu
zobaczyć! Trochę pomogą pewnie w tym te zdjęcia.
 |
| Chiński pogrzeb |
 |
| Jezioro Erhai (16) |
 |
| chińska codzienność (15) |
Przed dotarciem do Nowej
części miasta Dali skończyła się niestety droga wzdłuż jeziora. Musiałam
wjechać w miasto, którego kompletnie nie znałam, mapy też nie miałam więc
oczywiście się zgubiłam.
 |
| Nowa część Dali, niestety ten odcinek do przyjemnych nie należał |
 |
| Betonowe pustkowie w Nowej części miasta Dali |
Po ok. godzinie błądzenia po totalnie bezludnej części
miasta, która wyglądała jeszcze jak plac budowy udało mi się jednak dotrzeć z
powrotem do brzegu jeziora.
 |
| Nie ma się co dziwić, że Chińczycy przywożą z Olimpiady tyle medali jak mają takie centa szkolenia olimpijskich mistrzów |
 |
| Panie myjące warzywa |
 |
| Szczęśliwa i głodna po oddaniu roweru udałam się na zasłużony obiad |
Po pokonaniu ponad 100 km i dotarciu do Dali
nagrodą na obiad był makaron i choć niczym nie przypominał tych najlepszych,
które jadłam w życiu nie był niczym chińskim, a uwierzcie, że po takim czasie w
Chinach nawet najgorsze nie chińskie danie smakuje wybornie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz