Dzień zaczął się
"pogawędką" z Chinką w recepcji hotelu bo przecież miało być
śniadanie, a go dnie ma!
 |
| Poranne ploteczki na ulicach Shaxi |
Zdezorientowana sytuacją (tak samo jak ta Chinka,
która kompletnie mnie nie rozumiała) stwierdziłam, że szkoda tracić czas i
znajdę coś po drodze.
 |
| Tyle potrzeba do przygotowania najlepszych naleśników świata |
 |
| Smakowicie było :) |
Dzięki temu zjadłam niesamowicie pyszne naleśniki i
wsiadłam do busa jadącego do Jianchuan. Kierowca upchnął nas dosłownie jak
sardynki w puszce. W normalnie 7 osobowym busie osób było 11. I tak dotarliśmy
do miejsca docelowego.
 |
| Sardynki w puszce to chyba mało powiedziane |
 |
| Wygodniej na vipowskich miejscach w bagażniku! |
Była 9:40, a 10 minut wcześniej odjechał autobus do Lijiang.
Następny o 11.... no cóż. Muszę czekać, pomyślałam i kupiłam bilet na autobus o
11:00.
 |
| Kolejka na dworcu autobusowym w Jianchuan |
Po ok. pół godziny czekania jakaś Chinka słabo mówiąca po angielsku
podbiegła mówiąc, że mogę jechać teraz do Lijiang za 40Y. Wstępnie się
zgodziłam, poprosiłam tylko żeby oddała mój bilet więc stanęła w kolejce do
kasy. W międzyczasie na dworcu pojawił się Chińczyk tłumacz, który pomógł mi w
hostelu dnia poprzedniego. Pomyślałam więc, że podróż z nim i jego żoną
autobusem będzie łatwiejsza. Zrezygnowana Chinka poszła więc j jakoś przekonała
kierowcę, żeby pomimo 3 osób zawiózł je do Lijiang. Im się udało, a ja zostałam
z biletem bez towarzystwa bo wszystkie miejsca w moim autobusie były już
zajęte. Postanowiliśmy też pojechać prywatnym samochodem tylko mieliśmy mniej
szczęścia... Wszyscy mówili i wszędzie było napisane, żeby nie pakować się do
prywatnych taksówek. No ale nie wierzyłam póki nie przekonałam się na własnej
skórze! Pan kierowca zapewnił, że możemy jechać w 3 osoby. Oddałam więc bilet
na autobus (21Y), wsiedliśmy do auta i się zaczęło... Taksiarz powiedział, że
nie pojedzie (40Y od osoby, ale miało być 2 razy szybciej niż autobusem, a
zależało mi na czasie). Musimy czekać przynajmniej na jeszcze jedną osobę. Była
godzina 10:30. Nie było wyjścia- musieliśmy czekać, oddałam bilet i teraz to
może kupiłabym na autobus na jakąś 14. Stan mojej irytacji przekraczał jakiekolwiek normy. Nie byłam nawet pewna czy
w ogóle dojadę tego dnia do Lijang.
 |
| Ulica Jianchuan (1) |
 |
| Ulica Jianchuan (2) |
Po
pół godziny czekania, po negocjacjach z chińczykiem tłumaczem przyszedł
kierowca, powiedział, że możemy jechać. Wsiadł do auta i przejechał na drugą
stronę ulicy- w lepsze miejsce, bliżej wyjścia z dworca. Zaczęły się
negocjacje- próbowałam mu wytłumaczyć, ze zapłacimy 50Y i będziemy mogli jechać
bez tej jednej osoby, ale jakoś nie dał się przekonać mimo iż zrozumiał o dziwo
o co mi chodzi. Chińczyk tłumacz- ciamajda umiał mówić przecież po chińsku ale
ani ME ani BE! Gdyby to było w Polsce już dawno bym wysiadła i znalazła
jakiegoś normalniejszego kierowcę, ale tu nawet nie umiałam tego ocenić... Po
jeszcze kilku minutach oczekiwania przyszedł kolejny pasażer! Nareszcie możemy
jechać, pomyślałam. Wrócił także kierowca, zapakował nowego pasażera i
stwierdził, że brakuje jeszcze jednej osoby. Nie wiem czy możecie wyobrazić
sobie co przechodziło mi wtedy przez głowę, w każdym razie nie będę tego
upubliczniać. Skoro na kolejnego pasażera czekaliśmy blisko godzinę to pewnie
jeszcze trochę musimy tu posiedzieć pomyślałam, ale w tej chwili ponownie
pojawił się kierowca. Cwany chińczyk po prostu wykorzystał sytuacje, że my
wcześniej zaproponowaliśmy 50Y i powiedział, że za 50Y możemy jechać.
Wyraziliśmy wszyscy zgodę jednak kierowca wcale nie ruszył. Kazał nam się
przesiąść do innego auta gdzie czekała już jedna pasażerka! Miałam ochotę mu
nie zapłacić tych 50Y, ale weź tu się dogadaj po chińsku! O 12:30 byliśmy w Lijiang
więc moje zadowolenie wzrosło gdyż byłam, tu o tej godzinie o której
przyjechałabym jadąc autobusem o 9:30. Świetnie, teraz pozostało tylko znaleźć
hostel i ruszać w miasto. Kierowca wysadził nas niestety nie przy wejściu (ok.2
km do wejścia) Chińczycy chcieli wziąć taksówkę, ale ja miałam szczerze dosyć
ich towarzystwa, poza tym 2 km to nie dystans dla mnie na taksówkę- najlepiej
przejechać je piechtobusem, a do tego poznać nowe miasto.
 |
| Lijiang |
Spokojnym spacerkiem
dostałam się więc do wejścia, po drodze wchodząc chyba na czyjeś podwórko do,
którego wejście wyglądało jak brama do starego miasta.
 |
| To chyba jednak nie stare miasto tylko prywatne podwórko OPSS... |
 |
| Piękna panorama miasta z prywatnego podwórka |
Dotarłam do wejścia
południowego i tu nastąpiło moje kolejne zderzenie z opłatami za wszystko w
Chinach. Cwani Chińczycy opłaty wstępu pobierają wszędzie! Tu w Lijiang opłata
za wejście wynosi 80Y.
 |
| Jedna z bram prowadzących do miasta |
Wiedziałam, że można jakoś tą opłatę obejść, że istniej
miejsce gdzie można wejść za darmo, ale dla własnego komfortu(żeby nie musieć
wchodzić tylko jednym wejściem (na dodatek na drugim końcu miasta w stosunku do
lokalizacji mojego hostelu) kupiłam bilet. Gdyby ktoś kiedyś się tu wybierał
rekomenduje szukać hostelu od strony południowej i opłaty można wtedy uniknąć. Weszłam
w wąskie kręte uliczki starego miasta i mimo tego, że Lijiang jest dużo
bardziej komercyjny i turystyczny niż Dali wywarł na mnie większe wrażenie. To
piękne miejsce w typowo chińskim klimacie wpisane jest na listę światowego
dziedzictwa UNESCO. Wielu podważa jego pozycję na tej liście ze względu na
fakt, iż gdy było na tą listę wpisywane było autentyczne. Po trzęsieniu ziemi w
1996 roku znaczna część uległa zniszczeniu i została odbudowana. Ja mimo to uważam, że jest piękne.
 |
| Stare miasto Lijiang (1) |
 |
| Stare miasto Lijiang (2) |
 |
| Stare miasto Lijiang (3) |
 |
| Kobieta w tradycyjnym stroju mniejszości |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz