Etykiety

czwartek, 21 kwietnia 2016

Zagubiona w chińskim świecie!

Deszczowy poranek w Dali
Dzień zaczął się deszczowo, mimo wszystko aby zdążyć ze wszystkimi planami kilka minut po 7 wraz z Chinką Oceaną opuściłyśmy hostel. Dzięki jej towarzystwu wszystko poszło sprawnie i nie było żadnych niespodzianek bo gdybym była sama to prawdopodobnie wylądowałabym na innym dworcu autobusowym. Wydawało się, że podróż również przebiegnie sprawnie jak normalna podróż autobusem- odcinek drogi, przystanek, odcinek...., ale niestety tylko mi się wydawało. 
Typowy chiński autobus. Stare Autosany mają tylko miększe siedzenia
Na pierwszym siedzeniu po prawej stronie siedział sobie pan, którego nazwałam krzykaczem. Krzykacz przez otwarte okno nawoływał wszystkich, którzy chcieli jechać w tym kierunku co my i tak zamiast przystanków co pewien odcinek drogi zatrzymywaliśmy się dosłownie co kilka minut by zabrać kolejnych pasażerów. 
Samotny w Chinach?

Przy tylu pracownikach przypadających na m2 nie ma się co dziwić, że drogi powstają w takim tempie!

Autobusowe widoki (1)
Autobusowe widoki (2)
Autobusowe widoki (3)

Chińczycy, ludzie pracy
Po kilku godzinach dotarliśmy do Jianchuan. Dzięki pomocy Chinki, która siedziała obok mnie w autobusie wsiadłam do prywatnego busa, który miał mnie zawieźć w góry. Chińczycy przebiegłe bestie ustalają cenę za którą cię zawiozą takim busem nie tylko od odległości ale także od różnicy wzniesień. I tak musiałam zapłacić więcej niż do dalej oddalonego Shaxi.
W drodze do Shibaoshan takie niespodzianki!

Kozi pasterz w chińskich górach
Dotarłam do Shibaoshan gdzie znajdują się jaskinie i świątynie buddyjskie. Tak jak wszędzie w Chinach trzeba było kupić bilet wstępu- 65 Y za wstęp w góry wydawało mi się znaczną przesadą i po pokazaniu legitymacji ostatecznie dostałam bilet za 30Y.
Bilety do Shibaoshan
Pierwsze ślady życia sprzed lat w tym miejscu
Zgodnie z mapą przed pierwszym parkingiem miało być wejście na górę na której miała znajdować się pierwsza świątynia buddyjska. I tak zapobiegawcza Ada widząc pierwszy parking zaczęła wchodzić w górę..... Ślady turystów jak najbardziej były jednak wraz z każdym metrem w górę robiło się co raz bardziej dziko.
Cywilizacja....

Najtańszym słodyczem w Chinach zawierającym czekoladę są Snickersy (3Y w Carrefour)
Moje wątpliwości dotyczące tego czy wchodzę tu gdzie powinnam zwiększały się z minuty na minutę. Zerwał się wiatr i wydawało się, że zaraz lunie struga deszczu. Przestraszona tym, że zacznie padać a ja po prostu stamtąd nie zejdę ze względu na śliskość wróciłam na dół. Totalnie zmęczona bo wędrówka na 3000 metrów do łatwych nie należy. Na dole zaczęłam podążać główną drogą.
Pustki, a ja sama w Chińskich górach! I droga z którą nie może się równać nie jedna polska wojewódzka. Tą przejeżdża może 5 samochodów na godzinę
Po ok. 1 km dotarłam do właściwego parkingu gdzie na prawdę można było wejść do świątyni. To miejsce wyglądało jednak zupełnie inaczej- dużo bardziej turystycznie. A towarzystwa przy zwiedzaniu świątyni Baoxiang dotrzymywały te oto nie lubiane przez wielu zwierzaczki.
Towarzyszki w drodze do świątyni Baoxiang 
Kadzidełka tyle szczęścia!
Akurat były szczególnie życzliwe i nie miałam okazji do bliższego kontaktu- nie straciłam niczego, ani nie musiałam o nic walczyć. 
Baoxiang Temple

Baoxiang Temple (2)

Baoxiang Temple (3)
Baoxiang Temple (4)
Po zwiedzeniu całego kompleksu jaskiń (niestety padła mi bateria, a telefon nie dawał rady) zaczęłam myśleć aby udać się już do Shaxi gdzie miałam zarezerwowany nocleg. Niestety autobusu z Shibaoshan do Shaxi nie było. Po "rozmowie" z kilkoma chińczykami, którzy nie rozumieli nic po angielsku chwilowo się poddałam i postanowiłam skorzystać z dobrodziejstw górskiego miejsca dla turystów do odpoczynku. Po kilku minutach przyszła do mnie Chinka, która była przewodnikiem chińskiej wycieczki, ale mówiła po angielsku. Wytłumaczyła wszystko, podrzucili mnie do skrzyżowania gdzie mogłam już złapać bus do Shaxi i sprawa się rozwiązała. Po chwili przyjechał jednak bus prywatny i tak za 2Y dotarłam do Shaxi! Co prawda gdzieś po drodze kierowca jeszcze pokłócił się z jednym z pasażerów i po prostu wysadził go na środku drogi ale niestety chińskiego nie umiem i o co chodziło nie zrozumiałam....
Centrum Shaxi
Hostel w Shaxi
Miasteczko przywitało mnie deszczową pogodą jednak jego urok przyćmił nawet minus deszczu. Znalezienie hostelu nie zajęło mi więcej niż 15 minut gdyż całą tą miejscowość można przejść w godzinę wzdłuż i wszerz. W świetnym hostelu przywitała mnie obsługa ani słowem nie mówiąca po angielsku. I mimo, że miałam numer bookingowej rezerwacji nie potrafili zrozumieć nawet tego! Z pomocą przyszedł jeden z hotelowych gości i tak w końcu dostałam mój pokój, który okazało się, że mimo tego iż był 4 osobowy zamieszkiwałam sama. To był pierwszy hostel w którym mogłam poczuć się bardziej jak w domu niż w hostelu. Wszystko było- klapki, żel pod prysznic, szampon, proszek do prania, wszystko co potrzebne do szczęścia w hostelu oprócz śniadania! Zaraz po rozpakowaniu rzeczy udałam się na spacer aby lepiej poznać tą uroczą mieściną. Mimo, że obejście całości zajęło nie wiele czasu odwiedzone miejsca były na prawdę magiczne. Po pobycie w gwarnym Dali to miejsce dało możliwość cieczki do typowej swojskości, ciszy i choć nie była to wioska rzekłabym trochę turystyczny, bardziej urokliwy Dłutów.
Ulica Shaxi
Ulica Shaxi (2)

Uliczny warsztat w Shaxi
Miejsce mojego obiadu- wybrałam bo wyglądało najbardziej swojsko
Piekielnie ostre nudle- nic ostrzejszego w życiu nie jadłam. Co łyżka łyk wody...
Ulica Shaxi (3)

Obiad chińskich uczennic
Shaxi (1)

Produkcja odzieży w jednym w warsztatów rzemieślniczych
Shaxi (2)
Nie możesz kupić szczęścia, ale możesz kupić pizze i masz to na wyciągniecie ręki!
Sama prawda!
Oaza spokoju, gdzie relaks daje wody szum
Świątynia buddyjska w Shaxi

Shaxi (3)
Po obejściu całego miasteczka postanowiłam wyjść poza mury miasta. Tam tuż za parkiem, który otaczał mury można było bliżej przyjrzeć się chińskiej sielskości. Pola i garstki pracujących ludzi. Nie wiem z jakiej przyczyny, ale najbardziej interesują mnie właśnie takie Chiny więc jeszcze trochę w tym temacie tu się pojawi.
Okolice Shaxi (1)

Wracając z pola (1)
Powrót z pola w wersji modern
Powrót z pola (2)
Shaxi (4)
Shaxi (5)
Po kilku godzinach chodzenia zapragnęłam usiąść w jednej z pięknych kawiarni. Zamówiłam herbatę z mlekiem i mogłam delektować się pobliskim krajobrazem.

Sposób picia herbaty z mlekiem tak dobrze znany anglikom jest również bardzo popularny w Chinach. Shaxi było tak nie turystycznym miejscem, ze oprócz Chińczyków widziałam tu może 4 białe osoby. Ze względu na to każdy witał się ze sobą i tak oto poznałam Kyla ze Stanów Zjednoczonych, który jest nauczycielem muzyki w międzynarodowej szkole w Guangzhou. I tak właśnie tą miłą pogawędką zakończył się dzień w Shaxi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz