 |
| Deszczowy poranek w Dali |
Dzień zaczął się deszczowo, mimo wszystko aby zdążyć ze
wszystkimi planami kilka minut po 7 wraz z Chinką Oceaną opuściłyśmy hostel.
Dzięki jej towarzystwu wszystko poszło sprawnie i nie było żadnych
niespodzianek bo gdybym była sama to prawdopodobnie wylądowałabym na innym
dworcu autobusowym. Wydawało się, że
podróż również przebiegnie sprawnie jak normalna podróż autobusem- odcinek
drogi, przystanek, odcinek...., ale niestety tylko mi się wydawało.
 |
| Typowy chiński autobus. Stare Autosany mają tylko miększe siedzenia |
Na
pierwszym siedzeniu po prawej stronie siedział sobie pan, którego nazwałam
krzykaczem. Krzykacz przez otwarte okno nawoływał wszystkich, którzy chcieli
jechać w tym kierunku co my i tak zamiast przystanków co pewien odcinek drogi
zatrzymywaliśmy się dosłownie co kilka minut by zabrać kolejnych pasażerów.
 |
Samotny w Chinach?
|
 |
| Przy tylu pracownikach przypadających na m2 nie ma się co dziwić, że drogi powstają w takim tempie! |
 |
| Autobusowe widoki (1) |
 |
| Autobusowe widoki (2) |
 |
| Autobusowe widoki (3) |
 |
| Chińczycy, ludzie pracy |
Po
kilku godzinach dotarliśmy do Jianchuan. Dzięki pomocy Chinki, która siedziała
obok mnie w autobusie wsiadłam do prywatnego busa, który miał mnie zawieźć w
góry. Chińczycy przebiegłe bestie ustalają cenę za którą cię zawiozą takim
busem nie tylko od odległości ale także od różnicy wzniesień. I tak musiałam
zapłacić więcej niż do dalej oddalonego Shaxi.
 |
| W drodze do Shibaoshan takie niespodzianki! |
 |
| Kozi pasterz w chińskich górach |
Dotarłam do Shibaoshan gdzie
znajdują się jaskinie i świątynie buddyjskie. Tak jak wszędzie w Chinach trzeba
było kupić bilet wstępu- 65 Y za wstęp w góry wydawało mi się znaczną przesadą
i po pokazaniu legitymacji ostatecznie dostałam bilet za 30Y.
 |
| Bilety do Shibaoshan |
 |
| Pierwsze ślady życia sprzed lat w tym miejscu |
Zgodnie z mapą
przed pierwszym parkingiem miało być wejście na górę na której miała znajdować
się pierwsza świątynia buddyjska. I tak zapobiegawcza Ada widząc pierwszy
parking zaczęła wchodzić w górę..... Ślady turystów jak najbardziej były jednak
wraz z każdym metrem w górę robiło się co raz bardziej dziko.
 |
| Cywilizacja.... |
 |
| Najtańszym słodyczem w Chinach zawierającym czekoladę są Snickersy (3Y w Carrefour) |
Moje wątpliwości
dotyczące tego czy wchodzę tu gdzie powinnam zwiększały się z minuty na minutę.
Zerwał się wiatr i wydawało się, że zaraz lunie struga deszczu. Przestraszona
tym, że zacznie padać a ja po prostu stamtąd nie zejdę ze względu na śliskość
wróciłam na dół. Totalnie zmęczona bo wędrówka na 3000 metrów do łatwych nie
należy. Na dole zaczęłam podążać główną drogą.
 |
| Pustki, a ja sama w Chińskich górach! I droga z którą nie może się równać nie jedna polska wojewódzka. Tą przejeżdża może 5 samochodów na godzinę |
Po ok. 1 km dotarłam do
właściwego parkingu gdzie na prawdę można było wejść do świątyni. To miejsce wyglądało
jednak zupełnie inaczej- dużo bardziej turystycznie. A towarzystwa przy
zwiedzaniu świątyni Baoxiang dotrzymywały te oto nie lubiane przez wielu
zwierzaczki.
 |
| Towarzyszki w drodze do świątyni Baoxiang |
 |
| Kadzidełka tyle szczęścia! |
Akurat były szczególnie życzliwe i nie miałam okazji do bliższego
kontaktu- nie straciłam niczego, ani nie musiałam o nic walczyć.
 |
| Baoxiang Temple |
 |
| Baoxiang Temple (2) |
 |
| Baoxiang Temple (3) |
 |
| Baoxiang Temple (4) |
Po zwiedzeniu
całego kompleksu jaskiń (niestety padła mi bateria, a telefon nie dawał rady)
zaczęłam myśleć aby udać się już do Shaxi gdzie miałam zarezerwowany nocleg.
Niestety autobusu z Shibaoshan do Shaxi nie było. Po "rozmowie" z
kilkoma chińczykami, którzy nie rozumieli nic po angielsku chwilowo się
poddałam i postanowiłam skorzystać z dobrodziejstw górskiego miejsca dla
turystów do odpoczynku. Po kilku minutach przyszła do mnie Chinka, która była przewodnikiem
chińskiej wycieczki, ale mówiła po angielsku. Wytłumaczyła wszystko, podrzucili
mnie do skrzyżowania gdzie mogłam już złapać bus do Shaxi i sprawa się
rozwiązała. Po chwili przyjechał jednak bus prywatny i tak za 2Y
dotarłam do Shaxi! Co prawda gdzieś po drodze kierowca jeszcze pokłócił się z
jednym z pasażerów i po prostu wysadził go na środku drogi ale niestety
chińskiego nie umiem i o co chodziło nie zrozumiałam....
 |
| Centrum Shaxi |
 |
| Hostel w Shaxi |
Miasteczko przywitało mnie deszczową pogodą jednak jego urok
przyćmił nawet minus deszczu. Znalezienie hostelu nie zajęło mi więcej niż 15
minut gdyż całą tą miejscowość można przejść w godzinę wzdłuż i wszerz. W
świetnym hostelu przywitała mnie obsługa ani słowem nie mówiąca po angielsku. I
mimo, że miałam numer bookingowej rezerwacji nie potrafili zrozumieć nawet
tego! Z pomocą przyszedł jeden z hotelowych gości i tak w końcu dostałam mój
pokój, który okazało się, że mimo tego iż był 4 osobowy zamieszkiwałam sama. To
był pierwszy hostel w którym mogłam poczuć się bardziej jak w domu niż w
hostelu. Wszystko było- klapki, żel pod prysznic, szampon, proszek do prania,
wszystko co potrzebne do szczęścia w hostelu oprócz śniadania! Zaraz po
rozpakowaniu rzeczy udałam się na spacer aby lepiej poznać tą uroczą mieściną.
Mimo, że obejście całości zajęło nie wiele czasu odwiedzone miejsca były na
prawdę magiczne. Po pobycie w gwarnym Dali to miejsce dało możliwość cieczki do
typowej swojskości, ciszy i choć nie była to wioska rzekłabym trochę
turystyczny, bardziej urokliwy Dłutów.
 |
| Ulica Shaxi |
 |
| Ulica Shaxi (2) |
 |
| Uliczny warsztat w Shaxi |
 |
| Miejsce mojego obiadu- wybrałam bo wyglądało najbardziej swojsko |
 |
| Piekielnie ostre nudle- nic ostrzejszego w życiu nie jadłam. Co łyżka łyk wody... |
 |
| Ulica Shaxi (3) |
 |
| Obiad chińskich uczennic |
 |
Shaxi (1)
 |
| Produkcja odzieży w jednym w warsztatów rzemieślniczych |
|
 |
| Shaxi (2) |
 |
Nie możesz kupić szczęścia, ale możesz kupić pizze i masz to na wyciągniecie ręki!
Sama prawda! |
 |
| Oaza spokoju, gdzie relaks daje wody szum |
 |
| Świątynia buddyjska w Shaxi |
 |
| Shaxi (3) |
Po obejściu całego miasteczka postanowiłam wyjść poza mury
miasta. Tam tuż za parkiem, który otaczał mury można było bliżej przyjrzeć się
chińskiej sielskości. Pola i garstki pracujących ludzi. Nie wiem z jakiej
przyczyny, ale najbardziej interesują mnie właśnie takie Chiny więc jeszcze trochę
w tym temacie tu się pojawi.
 |
| Okolice Shaxi (1) |
 |
| Wracając z pola (1) |
 |
| Powrót z pola w wersji modern |
 |
| Powrót z pola (2) |
 |
| Shaxi (4) |
 |
| Shaxi (5) |
Po kilku godzinach chodzenia zapragnęłam usiąść w jednej z
pięknych kawiarni. Zamówiłam herbatę z mlekiem i mogłam delektować się
pobliskim krajobrazem.
Sposób picia herbaty z mlekiem tak dobrze znany anglikom
jest również bardzo popularny w Chinach. Shaxi było tak nie turystycznym
miejscem, ze oprócz Chińczyków widziałam tu może 4 białe osoby. Ze względu na
to każdy witał się ze sobą i tak oto poznałam Kyla ze Stanów Zjednoczonych,
który jest nauczycielem muzyki w międzynarodowej szkole w Guangzhou. I tak
właśnie tą miłą pogawędką zakończył się dzień w Shaxi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz