 |
| Kolejna chińska poczekalnia (Kunming) |
Do Dali tak jak wcześniej do Kunmingu dotarłam z
opóźnieniem, ale chyba tutaj trzeba do tego przywyknąć!
 |
| Chiński bilet autobusowy Kunming->Dali |
Podróż miała trwać 4 h,
ale ze względu na to, że jechaliśmy w porze obiadowej kierowca obiad musiał
zjeść więc autobus zatrzymał na stacji, kazał wszystkim wysiąść i poszedł jeść.
 |
To ja idę zjeść a wy sobie czekajcie....
 |
| Chińska ziemia z perspektywy autobusu (1) |
|
 |
| Chińska ziemia z perspektywy autobusu (2) |
Jak nie obiad to kontrole policyjne, toalety itp i z 4 h zrobiło się ponad 5!
Dotarłam na miejsce więc ok. 15. Prawie godzinę zajęła mi
podróż autobusem miejskim z nowego miasta do Starego Dali i powinnam być w
hostelu.
 |
| Jedna z bram w Dali |
Niestety tylko teoretycznie bo
hostel,, który na bookingu miał najlepsze oceny (również za lokalizację) był
kompletnie na uboczu i chyba jakimś cudem (albo właściciele mają jakieś kody do
bookingu) był tym najlepszym. Owszem było czysto, klimatycznie, hostel posiadał
wygodną kuchnię i wszystko świetne poza tą straszną lokalizacją. Po dłuższej
chwili poszukiwań podwieziona przez ryksiarza, pomocy innego hotelu a na koniec
po prostu znaleziona gdzieś w środku miasta przez jednego z pracowników hostelu
dotarłam na nocleg.
 |
| 5 Y i nawet nie wiesz dokąd jedziesz |
Zostawiłam jednak rzeczy i ruszyłam w miasto. Zaczęło się
od swobodnego spaceru, ale z racji tego, że nadeszła już moja godzina obiadu
zaczęłam rozglądać się za jedzeniem. Nie widząc nic sensownego sięgnęłam po
Lonley Planet i udałam się do (The Good Panda) czyli miejsca rekomendowanego przez
przewodnik.
 |
| Obiad w dali- typowy dalijski ser |
 |
| Piwo w dali, a w tle typowy chiński warzywniak znajdujący się w większości restauracji tak aby można było zobaczyć co się je, że wszystko jest świeże i jak dokładnie wyglądają produkty. |
Widząc prawdziwy ser Dalijski w karcie nawet się nie zastanawiałam, do tego jeszcze dalijskie piwko (smakowało prawdziwie chińsko więc nie polecam)
i moje potrzeby na ten dzień zostały zaspokojone. Dla mnie Dali to takie typowe polskie
Zakopanem.
 |
Czy nie wygląda jak Krupówki?
 |
| Spacerem po Dali |
|
 |
| Pan wyrabiający jakieś słodycze niestety co to jest nie mam pojęcia. Rozciągało się jak guma! |
 |
| Kościół katolicki w Dali |
 |
Koszyk zamiast reklamówki? Jacyków był by pewnie za!
 |
| McDonald's też w centrum! |
|
Pełno ludzi, pełno sklepów,
ścieżki w górach z betonu (ale o tym napiszę gdy opowiem o wycieczce w góry).
Wróciłam do hostelu i choć myślałam, że przygody na ten dzień się skończyły to
zaczęła się jedna z tych najfajnieszych części podróży- wieczorne poznawanie
ludzi w hostelu. To chyba największy plus podróżowania samemu i jeden z tych które
uczą najwięcej. Tym razem mimo, że byłam przekonana, że za bardzo nikogo nie
poznam spędziłam jeden z najlepszych wieczorów z Rosjaninem, Chinką i Angielką.
Zaliczyliśmy jeszcze jedno wyjście na miasto, a dzięki Chince, która z nami
była oprócz chińskiego piwka mogliśmy delektować się najwspanialszym chińskim
jedzeniem! Uliczne jedzenie nie na ulicy było świetne.




Wybór od owoców morza,
przez warzywa mięsa i inne pyszności których nawet nie umiem nazwać... Dzień
zakończyliśmy na tzw. ulicy obcokrajowców i choć wszystko wyglądało na ten
moment świetnie to życie tego miejsca kończy się maksymalnie o 24 (nie do
pomyślenia) ,a jest to główne miejsce w którym znajdują się puby, bary i inne
miejsca, które chyba w każdym innym miejscu na świecie zapełniają się po północy.
Akurat tym razem świetnie wpisało się to w mój plan dnia bo zamierzałam się
wcześniej położyć aby móc wstać skoro świt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz