Etykiety

wtorek, 19 kwietnia 2016

Droga do Dali i święta chińska przerwa


Kolejna chińska poczekalnia (Kunming)
Do Dali tak jak wcześniej do Kunmingu dotarłam z opóźnieniem, ale chyba tutaj trzeba do tego przywyknąć! 

Chiński bilet autobusowy Kunming->Dali
Podróż miała trwać 4 h, ale ze względu na to, że jechaliśmy w porze obiadowej kierowca obiad musiał zjeść więc autobus zatrzymał na stacji, kazał wszystkim wysiąść i poszedł jeść. 
To ja idę zjeść a wy sobie czekajcie....
Chińska ziemia z perspektywy autobusu (1)
Chińska ziemia z perspektywy autobusu (2)
Jak nie obiad to kontrole policyjne, toalety itp i z 4 h zrobiło się ponad 5!

Dotarłam na miejsce więc ok. 15. Prawie godzinę zajęła mi podróż autobusem miejskim z nowego miasta do Starego Dali i powinnam być w hostelu. 
Jedna z bram w Dali
Niestety tylko teoretycznie bo hostel,, który na bookingu miał najlepsze oceny (również za lokalizację) był kompletnie na uboczu i chyba jakimś cudem (albo właściciele mają jakieś kody do bookingu) był tym najlepszym. Owszem było czysto, klimatycznie, hostel posiadał wygodną kuchnię i wszystko świetne poza tą straszną lokalizacją. Po dłuższej chwili poszukiwań podwieziona przez ryksiarza, pomocy innego hotelu a na koniec po prostu znaleziona gdzieś w środku miasta przez jednego z pracowników hostelu dotarłam na nocleg. 
5 Y i nawet nie wiesz dokąd jedziesz
Zostawiłam jednak rzeczy i ruszyłam w miasto. Zaczęło się od swobodnego spaceru, ale z racji tego, że nadeszła już moja godzina obiadu zaczęłam rozglądać się za jedzeniem. Nie widząc nic sensownego sięgnęłam po Lonley Planet i udałam się do (The Good Panda) czyli miejsca rekomendowanego przez przewodnik. 
Obiad w dali- typowy dalijski ser

Piwo w dali, a w tle typowy chiński warzywniak znajdujący się w większości restauracji tak aby można było zobaczyć co się je, że wszystko jest świeże i jak dokładnie wyglądają produkty. 
Widząc prawdziwy ser Dalijski w karcie nawet się nie zastanawiałam, do tego jeszcze dalijskie piwko (smakowało prawdziwie chińsko więc nie polecam) i moje potrzeby na ten dzień zostały zaspokojone.  Dla mnie Dali to takie typowe polskie Zakopanem.
Czy nie wygląda jak Krupówki?

Spacerem po Dali

Pan wyrabiający jakieś słodycze niestety co to jest nie mam pojęcia. Rozciągało się jak guma!



Kościół katolicki w Dali
Koszyk zamiast reklamówki? Jacyków był by pewnie za!

McDonald's też w centrum! 
Pełno ludzi, pełno sklepów, ścieżki w górach z betonu (ale o tym napiszę gdy opowiem o wycieczce w góry). Wróciłam do hostelu i choć myślałam, że przygody na ten dzień się skończyły to zaczęła się jedna z tych najfajnieszych części podróży- wieczorne poznawanie ludzi w hostelu. To chyba największy plus podróżowania samemu i jeden z tych które uczą najwięcej. Tym razem mimo, że byłam przekonana, że za bardzo nikogo nie poznam spędziłam jeden z najlepszych wieczorów z Rosjaninem, Chinką i Angielką. Zaliczyliśmy jeszcze jedno wyjście na miasto, a dzięki Chince, która z nami była oprócz chińskiego piwka mogliśmy delektować się najwspanialszym chińskim jedzeniem! Uliczne jedzenie nie na ulicy było świetne. 




Wybór od owoców morza, przez warzywa mięsa i inne pyszności których nawet nie umiem nazwać... Dzień zakończyliśmy na tzw. ulicy obcokrajowców i choć wszystko wyglądało na ten moment świetnie to życie tego miejsca kończy się maksymalnie o 24 (nie do pomyślenia) ,a jest to główne miejsce w którym znajdują się puby, bary i inne miejsca, które chyba w każdym innym miejscu na świecie zapełniają się po północy. Akurat tym razem świetnie wpisało się to w mój plan dnia bo zamierzałam się wcześniej położyć aby móc wstać skoro świt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz