Etykiety

środa, 16 marca 2016

Czy ja na pewno jestem w Chinach? Shamian czyli...


....kawałek Europy w Kantonie

Jeśli komuś podczas pobytu w Guangzhou zdecydowanie przeszkadza duża ilość wszystkiego co chińskie czyli ludzi, reklam, hałasu, aut i co tylko komu przychodzi do głowy, musi udać się na wyspę Shamian.



Gdyby ktoś przyprowadził mnie tu z zawiązanymi oczyma w życiu nie uwierzyłabym, że jestem w Chinach. Piękne kolonialne budynki i atmosfera, czystość i elegancja śmiało dorównuje najlepszym Paryskim czy Londyńskim dzielnicom.

W XIX wieku była to enklawa Brytyjczyków i Francuzów, którzy przybyli do Chin w celach handlowych. Na wyspie na rzece perłowej zbudowali swoje miejsce w tym drugim końcu świata zaczynając od domów prywatnych, a na kościołach kończąc. Na noc zamykali wyspę podnosząc most aby uniknąć nieproszonych gości. I tak właśnie powstało miejsce niczym przeniesione z europejskich realiów, a jedyna rzeczą, która odróżnia je od Europy jest mnogość skośnookich żółtków :)
Christ Church
Wyspa ta jest dziś topowym miejscem dla plenerowych sesji ślubnych, pełni bowiem rolę takiej trochę kantońskiej kolonialnej starówki. My miałyśmy nawet więcej szczęścia bowiem udało nam się zobaczyć jak wygląda Chińskie wesele. Zaskoczyło to w jak perfekcyjny sposób ustawiona jest zastawa i to, że goście wcale nie byli jakoś szczególnie poubierani.






Co prawda nie doczekałyśmy się młodej pary, ale samo miejsce było po prostu cudowne. Któż nie chciałby ślubu w parku pełnym zieleni i kwiatów. Może egzotyczna wyspa to nie jest ale jak na centrum miasta było bajkowo! Przy okazji tego wydarzenia, a także faktu, że wcześniej spotkałyśmy jeszcze auto pary młodej postanowiłam przyjrzeć się dokładniej chińskim zwyczajom ślubno-weselnym.
Trochę pstrokacizna no i ten typowy chiński różowy!

Mimo, że od czasów gdy trzeba było dopełniać wielu ślubnych zwyczajów wiele minęło niektórzy nadal pozostali tradycjonalistami (szukają kandydata na męża/żonę dla swoich dzieci na tzw. rynkach ślubnych czyli publicznych tablicach na których inni rodzice opisują swoje dziecko, podają status społeczny i inne istotne dla nich w tej kwesti informacje) inni zaś uznają tylko niektóre tradycje, a dzieciom dają tzw. wolną rękę. Oficjalnie można brać ślub od 22 lat dla mężczyzn i 20 lat dla kobiet. Pani młoda od rana do ceremonii zaślubin nosi czerwone ubranie, które uważane jest za szczęśliwe. Co ciekawe na chińskim weselu również ONA rozlewa gościom wódkę uważaną za radosną. Cała uroczystość trwa od samego rana i kończy się wieczornym przyjęciem musi być ono wystawne bo czym bardziej z pompą tym ma zapewnić szczęśliwsze życie. Jest wesele, muszą być i fajerwerki informujące o statusie rodziny (im większe tym wyższy status). Zaskakujące jest to, że w wielu miastach zakazano używania sztucznych ogni dlatego używa się czegoś (nie wiem jak to nazwać) co imituje tylko dźwięk fajerwerków brak natomiast efektów wizualnych.


Również tutaj mieści się Polski konsulat w Kantonie i choć to tylko konsulat miło stanąć choć na chwilę obok kawałka polskiej ziemi w Chinach. Nie wiem czemu niby nie można było robić zdjęć ale jakoś udało się ugadać Pana strażnika (chińczyka)!


Shamian całkowicie kontrastuje z resztą miasta. Wykorzystują to mieszkańcy chętnie odwiedzając restauracje na wyspie, ćwicząc tai-chi, śpiewając, grając w karty, tenisa czy po prostu spacerując i mimo, że odwiedziłyśmy już kilka chińskich parków to miejsce zdecydowanie na razie jest w moim TOPofCHINA,a na pewno wrócę tu gdy już nie będę mogła doczekać się powrotu do domu :D 

Panowie grający w karty


Karaoke wszechobecne
Pan ćwiczący tai-chi




I trochę gorszy widok na drugą stronę rzeki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz