Wiem, że są tu tacy, którzy Pewnie i tak nie uwierzą w to,
że to opatrzność (pewnie zwykłe zrządzenie losu) ale tak czy inaczej napiszę bo
Pan Bóg jest wielki, tak jak wielki dziś jest dzień- Wielki Piątek!
Pierwszy raz od czasu kiedy jestem w Chinach złapałam doła!
Problemu z wizą (resident permit) nadal nie udało się rozwiązać, jedzenie choć mi
smakuje jakoś nagle stało się nudne i nie miałam ochoty jeść nic, obowiązek
chodzenia co dzień na zajęcia w tym tygodniu przytłaczał i wszystko wokół jakby
sprzysięgło się przeciw!
Mimo tego, że cieszę się z tego, że tu jestem dopadło mnie
kompletne poczucie bezsensu!
I tak właśnie po wizycie w biurze w którym można załatwić
wizę (ok. godzinę drogi metrem od mojego miejsca zamieszkania), gdy po raz
trzeci dowiedziałam się, że brakuje jakiejś tam kolejnej kartki papieru moje
samopoczucie spadło jeszcze niżej bo liczyłam, że choć jeden problem uda się tego
dnia rozwiązać!
Trudno! Trzeba było zmienić miejsce i czymś się zająć więc
wybrałam się do chińskiego sklepu sportowego aby kupić kilka drobiazgów przed
wielką samodzielną wyprawą w głąb Chin, która zacznie się w następnym tygodniu
:) [już nie mogę się doczekać!]
Drobne zakupy robiłam akurat dość blisko wyspy Shamian na
której wiedziałam, że znajduje się kościół. Dziś wielki piątek... Te zakupy w
Wielki Piątek, ale tu się tego nie czuje :( Dzień jak co dzień! Strasznie
brakuje mi tu tej atmosfery świąt! Nie brak mi niczego do jedzenia, choć nie
powiem, że za taką pyszny barszczyk wielkanocny dużo bym dała. Najbardziej
brakuje mi możliwości pójścia do normalnego kościoła! Tak normalnego Polskiego
kościoła w którym tradycyjnie mogłabym wysłuchać Męki Pańskiej i po prostu
pobyć tam! Tak po prostu tego mi najbardziej na świecie brakuje! I szczerze
powiem, że nigdy nie przeżywałam tak świąt jak tutaj. Sama ewangelia jakoś nie
wystarcza...
Odwiedziłam więc wyspę Shamian. Christian Church zamknięty
(chociaż nie katolicki to przecież namiastka zresztą modlić się można wszędzie!
Chodzi o symbol), ale po chwili jakaś Pani Chinka otwiera bramę! [Dzięki Boże] Nie
można tu wchodzić turystycznie ale jakoś pokazuje rękami i nogami, że chcę się
pomodlić! Udało się :) Nie wiem ile czasu tam spędziłam.... Szczęśliwi czasu
nie liczą! Łzy płynęły ze szczęścia, że jestem w końcu w kościele. W końcu
poczułam, że mogę iść ale.... brama znów zamknięta! Nie mogłam wyjść, obeszłam
kościół dookoła i znalazłam kobietę układającą kwiaty, która mnie wypuściła.
Zapytała skąd jestem (po angielsku chociaż za dużo powiedzieć nie umiała). Polska!
Ooo... tam jest dużo katolików- odrzekła. Zaprosiła na święta! W między czasie
zorientowała się chyba, że to nie mój kościół. Powiedziała, że gdy pójdę prosto
znajdę kościół Chrześcijański! Poszłam!
| Kościół katolicki Our Lady of Lourdes. Jeden z dwóch chińskich chrześcijańskich w Chinach |
Trwało chińskie nabożeństwo, zakładam, że wielkopiątkowe.
Ciężko zrozumieć :P Najważniejsze jednak, że mogłam się pomodlić w kościele!
Mogłam wszędzie ale jakoś w kościele jest inaczej. Chwila modlitwy jeszcze tu i
wyszłam.... Szczęśliwa!
Chwile po wyjściu z wyspy piekarnia z francuską nazwą. A co
tam.... idę coś kupić do jedzenia! Bagietka z czosnkiem i croissant- 23 juany,
ale to jeden z pierwszych kroków do mojego jeszcze większego szczęścia! [Na
takie drobiazgi Bóg też zwraca uwagę :)]
Wróciłam do domu. Chciałam porozmawiać na skypie, ale moja
współlokatorka spała więc wyszłam na zewnątrz, a właściwie na klatkę schodową.
Po chwili siedzenia tam minęła mnie pewna blondynka przyjaźnie się uśmiechając
:) Tak jak to blondynka do blondynki w Chinach! Każda czuje się tu tak samo
wyalienowana. Rozmawiałam na Skype więc był tylko uśmiech. Po jakimś czasie
wyszła i jeszcze później wróciła! Zaczęłyśmy rozmawiać. Niemka :D Tak bardzo
brakowało mi tu kogoś z Europy- usłyszałam :D Jest z międzynarodowej szkoły na
kampusie, dzięki niej poznałam ludzi z innych krajów świata (Kanada, Australia,
Korea....). Tak bardzo mi tu tego brakowało!
Na koniec było jeszcze pyszne chińskie jedzenie!!! Tak
pyszne! Nie na kampusie, inne niż co dzień, czyli pyszne bo przecież pokochałam
już tą kuchnie, tylko ta kampusowa za świetna nie jest!
Dzięki Boże za ten świetny dzień! Tak bardzo żałuję, że tak
niewiele mogę tu dla ciebie zrobić....
| Zielony groszek! W Polsce nie przepadam, tu jedna z najlepszych rzeczy jakie jadłam |
| Ziemniaki na ostro |
| Owoce morza- pierwszy raz w życiu jadłam je ze skorupką! Były dobre :D |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz