Etykiety

piątek, 25 marca 2016

Wielki Piątek w Chinach

Wiem, że są tu tacy, którzy Pewnie i tak nie uwierzą w to, że to opatrzność (pewnie zwykłe zrządzenie losu) ale tak czy inaczej napiszę bo Pan Bóg jest wielki, tak jak wielki dziś jest dzień- Wielki Piątek!
Pierwszy raz od czasu kiedy jestem w Chinach złapałam doła! Problemu z wizą (resident permit) nadal nie udało się rozwiązać, jedzenie choć mi smakuje jakoś nagle stało się nudne i nie miałam ochoty jeść nic, obowiązek chodzenia co dzień na zajęcia w tym tygodniu przytłaczał i wszystko wokół jakby sprzysięgło się przeciw!

Mimo tego, że cieszę się z tego, że tu jestem dopadło mnie kompletne poczucie bezsensu!
I tak właśnie po wizycie w biurze w którym można załatwić wizę (ok. godzinę drogi metrem od mojego miejsca zamieszkania), gdy po raz trzeci dowiedziałam się, że brakuje jakiejś tam kolejnej kartki papieru moje samopoczucie spadło jeszcze niżej bo liczyłam, że choć jeden problem uda się tego dnia rozwiązać!
Trudno! Trzeba było zmienić miejsce i czymś się zająć więc wybrałam się do chińskiego sklepu sportowego aby kupić kilka drobiazgów przed wielką samodzielną wyprawą w głąb Chin, która zacznie się w następnym tygodniu :) [już nie mogę się doczekać!]
Drobne zakupy robiłam akurat dość blisko wyspy Shamian na której wiedziałam, że znajduje się kościół. Dziś wielki piątek... Te zakupy w Wielki Piątek, ale tu się tego nie czuje :( Dzień jak co dzień! Strasznie brakuje mi tu tej atmosfery świąt! Nie brak mi niczego do jedzenia, choć nie powiem, że za taką pyszny barszczyk wielkanocny dużo bym dała. Najbardziej brakuje mi możliwości pójścia do normalnego kościoła! Tak normalnego Polskiego kościoła w którym tradycyjnie mogłabym wysłuchać Męki Pańskiej i po prostu pobyć tam! Tak po prostu tego mi najbardziej na świecie brakuje! I szczerze powiem, że nigdy nie przeżywałam tak świąt jak tutaj. Sama ewangelia jakoś nie wystarcza...
Odwiedziłam więc wyspę Shamian. Christian Church zamknięty (chociaż nie katolicki to przecież namiastka zresztą modlić się można wszędzie! Chodzi o symbol), ale po chwili jakaś Pani Chinka otwiera bramę! [Dzięki Boże] Nie można tu wchodzić turystycznie ale jakoś pokazuje rękami i nogami, że chcę się pomodlić! Udało się :) Nie wiem ile czasu tam spędziłam.... Szczęśliwi czasu nie liczą! Łzy płynęły ze szczęścia, że jestem w końcu w kościele. W końcu poczułam, że mogę iść ale.... brama znów zamknięta! Nie mogłam wyjść, obeszłam kościół dookoła i znalazłam kobietę układającą kwiaty, która mnie wypuściła. Zapytała skąd jestem (po angielsku chociaż za dużo powiedzieć nie umiała). Polska! Ooo... tam jest dużo katolików- odrzekła. Zaprosiła na święta! W między czasie zorientowała się chyba, że to nie mój kościół. Powiedziała, że gdy pójdę prosto znajdę kościół Chrześcijański! Poszłam!
Kościół katolicki Our Lady of Lourdes. Jeden z dwóch chińskich chrześcijańskich w Chinach

Trwało chińskie nabożeństwo, zakładam, że wielkopiątkowe. Ciężko zrozumieć :P Najważniejsze jednak, że mogłam się pomodlić w kościele! Mogłam wszędzie ale jakoś w kościele jest inaczej. Chwila modlitwy jeszcze tu i wyszłam.... Szczęśliwa!
Chwile po wyjściu z wyspy piekarnia z francuską nazwą. A co tam.... idę coś kupić do jedzenia! Bagietka z czosnkiem i croissant- 23 juany, ale to jeden z pierwszych kroków do mojego jeszcze większego szczęścia! [Na takie drobiazgi Bóg też zwraca uwagę :)]
Wróciłam do domu. Chciałam porozmawiać na skypie, ale moja współlokatorka spała więc wyszłam na zewnątrz, a właściwie na klatkę schodową. Po chwili siedzenia tam minęła mnie pewna blondynka przyjaźnie się uśmiechając :) Tak jak to blondynka do blondynki w Chinach! Każda czuje się tu tak samo wyalienowana. Rozmawiałam na Skype więc był tylko uśmiech. Po jakimś czasie wyszła i jeszcze później wróciła! Zaczęłyśmy rozmawiać. Niemka :D Tak bardzo brakowało mi tu kogoś z Europy- usłyszałam :D Jest z międzynarodowej szkoły na kampusie, dzięki niej poznałam ludzi z innych krajów świata (Kanada, Australia, Korea....). Tak bardzo mi tu tego brakowało!
Na koniec było jeszcze pyszne chińskie jedzenie!!! Tak pyszne! Nie na kampusie, inne niż co dzień, czyli pyszne bo przecież pokochałam już tą kuchnie, tylko ta kampusowa za świetna nie jest!

Dzięki Boże za ten świetny dzień! Tak bardzo żałuję, że tak niewiele mogę tu dla ciebie zrobić....
Zielony groszek! W Polsce nie przepadam, tu jedna z najlepszych rzeczy jakie jadłam

Ziemniaki na ostro

Owoce morza- pierwszy raz w życiu jadłam je ze skorupką! Były dobre :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz