Etykiety

wtorek, 12 kwietnia 2016

Hard sleeper w Chinach wcale nie jest taki hard!

Pełna ciekawości, obaw i trochę strachu ruszyłam w pierwszą samotną prawdziwe chińską podróż! W obawach o to czy na pewno uda mi się wsiąść do pociągu bez paszportu, a jedynie ze świstkiem z biura wizowego udałam się na dworzec główny w Guangzhou. W chińskich miastach nigdy nie można narzekać na brak ludzi, ale to co zobaczyłam na dworcu przerosło moje wszelkie oczekiwania (zrozumiałam dlaczego znajomi Chińczycy gdy mówiłam o tej podróży pytali ze zdziwieniem czy byłam już na dworcu głównym). Każdy szedł w jakąś inną stronę, każdy gdzieś zmierza. Za kim powinnam iść?  
Dworzec główny w Guangzhou


Próbowałam zapytać dokąd powinnam iść aby odebrać mój bilet kupiony wcześniej przez internet ale z mizernym skutkiem. Po około pół godziny poszukiwań trafiłam do kas, jeszcze pół godziny w kolejce i choć ostateczna okazało się, że i tak czekałam nie tam gdzie powinnam to dzięki uprzejmości Pani kasowej otrzymałam dwa bilety Guangzhou -Kunming i powrotny. 
Typowe kolejki do kas....

Teraz już byłam prawie pewna, że uda mi się dotrzeć do Kunming
Później było już tylko łatwiej! Prowadzona dobrymi oznaczeniami trafiłam do odpowiedniej poczekalni. 
Poczekalnia na ok. 2 h przed odjazdem pociągu
Siedziałam, obserwowałam i zastanawiałam się jak to się właściwie stało, że jadę tam gdzie jadę. Patrzyłam na Chińczyków z reklamówkami jedzenia, którzy szykowali się do podróży. Kompletnie różni- jeden inny od drugiego. A zanim tu przyjechałam byłam przekonana, że wszyscy są tacy sami. W międzyczasie udałam się jeszcze do toalety. Nie uwierzycie co z torebki wyciągnęła kobieta, aby przepłukać w umywalce.... 
Żaby! Tak żaby! Od takie zwierzątka do towarzystwa na podróż... Trzeba było tylko trochę je przekąpać żeby nie uschły.
Wróciłam do poczekalni i nagle jakiś komunikat, niestety to już nie międzynarodowe lotnisko więc przekazują informacje tylko po chińsku. Wszyscy ruszyli, nie wiadomo gdzie... skoro wszyscy musze chyba i ja! I tak oto do wyjścia na peron utworzyła się kolejeczka....
Czy to na pewno kolejka?
Generalnie stanie w kolejkach to Chińczyków sport narodowy, a wpychanie się w te kolejki to już chyba ich specjalność! Zawsze myślałam że to Polacy są mistrzami. Zmieniłam zdanie.
Po odstaniu w jeszcze jednej kolejce trafiłam do pociągu. 

Przy wejściu do pociągu w Chinach zabiera się bilety. Zabrano i mi. W zamian dostałam taką oto fioletową kartę. 

Jest, udało się- łóżko na środkowym piętrze. Było zaskakująco miękko jak na hard- sleeper, zaskakująco czysto jak na Chiny i zaskakująco miło. Oby więcej takich niespodzianek podczas tej podróży! 


Chińczyk na chińczyku, klasyggg hard sleepera!
Przy okazji, kolejny raz mogłam popatrzeć na chińskie krajobrazy za oknem. Bardzo podobne do tych które widziałam z pociągu hard- speed tyle, że ze względu na prędkość i na to, że ten pociąg nie jechał na specjalnie dla niego wybudowanych mostach wszystkiemu mogłam się lepiej przyjrzeć! Tak wielkie Chiny, a wykorzystany każdy skrawek ziemi. Tak pełne, tłoczne miasta i tak spokojne wioski wśród setek tysięcy pól uprawnych. To co zobaczyłam zapamiętam na zawsze i choć ciężko to wszystko opisać i pokazać, trochę może pokażą to te zdjęcia! 
Pola różane dzięki, którym powstaje konfitura!





Mam chatkę i poletko i tyle do szczęścia mi wystarczy

U nas pracownicy kolei mają jednak trochę lepsze warunki



Bo żebyś mógł jeść ryż, trzeba go najpierw posiać





Zagubieni w świecie nowoczesnych namiotów! 



A w przerwie można (choć lepiej tego nie robić) wyjść na peron kupić coś do szamy!

Podczas podróży każdy przechodząc koło mnie musiał się spojrzeć. Wielu próbując łapać krajobrazy za oknem albo pod pozorem robienia sobie selfie robiło mi zdjęcia mistrzem dla mnie jest jednak pan policjant....
Siedzę w pociągu i wcinam to oto pyszne jedzonko. Na prawdę było świetne, nawet tofu za którym nie przepadam.


Pociągowy obiadek za 30 Y
Pociąg dojeżdża do stacji, ruch, motłoch. Jedni wchodzą drudzy wychodzą od taka pociągowa codzienność. Na peronie pan policjant spojrzał raz, spojrzał drugi raz...  zniknął. Pojawia się w pociągu, nawija do mnie coś po chińsku, pokazując na mój bilet...  Myślałam już, że go zgubiłam, zapomniałam, że oddałam go przy wejściu. Ktoś tłumaczy, że chodzi mu o paszport. Pokazuje świstek z biura wizowego i kserokopie paszportu. Zdziwienie policjanta- Meío? (nie ma?) Usłyszałam. Moje serce biło co raz mocniej, jakoś nie czuję się pewnie nie mając paszportu. Zrobił zdjęcia dokumentów, okeíla (w porządku) padło z jego ust. Poszedł. Przypuszczam, że po prostu chciał mieć moje zdjęcie (typowe dla Chińczyków), a że policjant to sobie zrobił nawet dokumenty- przecież mu wolno.  I tak miała podróż a następny dzień koło południa rozpoczyna się w Kunmingu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz