Etykiety

czwartek, 14 kwietnia 2016

Kunming tysiąca twarzy

Z ponad godzinnym opóźnieniem dotarłam do Kunming. 
Ten dworzec arcydziełem sztuki raczej nie jest!
Wszystko miałam niby świetnie opisane- jaki autobus (64), gdzie wsiąść, gdzie wysiąść. Nie przewidziano tylko w tych wszystkich przewodnikach, że dworzec może mieć kilka wyjść. I tak jak było napisane że powinnam skręcić w prawo to ja powinnam w lewo itd. Po kilku "pogawędkach" z chińczykami udało się znaleźć przystanek. 
Teraz nie byłam tylko pewna czy to w tą stronę
Przejeżdżało wszystko oprócz 64, ale w końcu się doczekałam. Pytanie tylko jak kupić bilet?  Otóż w Kunmingu nie ma biletów! Albo posiada się elektromagnetyczną kartę albo wrzuca się 1-2 juana o czym informuje tabliczka na autobusie. Oczywiście przeczytać nie umiałam, ale wszyscy wrzucali po 1 RMB. Wrzuciłam i ja! Jadę.... Miało być ok. 20 minut, ale kierowca bombowca i było 15! 


Dotarłam do hostelu. Całe 64 Y za 2 noce (38zł). Chwila ogarnięcia się i na dole już czekała Ola. Ola to Polka, która od kilku lat mieszka w Kunmingu. Znalazłam ją dzięki jej blogowi, który prowadzi (http://baixiaotai.blogspot.com/) na który serdecznie równie zapraszam,  szczególnie tych którzy chcieliby lepiej poznać prowincję Yunnan. Dzięki niej poznałam Kunming ze wszystkich możliwych stron na które pozwolił czas, a dowiedziałam się tyle co z żadnej innej książki czy przewodnika.
Zaczęłyśmy od posiłku bo moim ostatnim jedzonkiem była tradycyjnie owsianka i potem kilka ciastek Oreo!
Pyszny ryż (w Yunnanie hodowane są te najdroższe gatunki)- nie żeby z tych najdroższych ale i tak był pyszny, bekon po kunmińsku (lepszego nie jadłam), grzyby na ostro i trochę zieleniny! Typowo.

Przeszłyśmy do świątyni Yuantong Zen Buddhist. Jednej z niewielu do których trzeba zejść w dół.
Yuantong Zen Buddhist Temple in Kunming 

Zazwyczaj świątynie buddyjskie wznoszone były na wzgórzach. Ta jednak powstała tak wcześnie, że nie było jeszcze tradycji budowania takich świątyń. Oprócz tego ze względu na fakt, że jestem w prowincji Yunnan, która graniczy z Laosem i Birmą a niedaleko również do Tajlandii bardzo widoczne są wpływy pobliskich kultur. I tak w świątyni buddyjskiej w Chinach nie trudno o bóstwa tajlandzkiego czy indyjskiego buddyzmu.



Co ciekawe indyjski bożek płodności został w Chinach boginią bo Chińczycy nie wyobrażali sobie, żeby o płodność troszczył się mężczyzna. 

Udało mi się dostrzec nawet swastyki i choć wiem, że Hitler zapożyczył je z kultur wschodu to mimo wszystko wywołały zdziwienie. 

Do głównej świątyni z szacunku osoby niewierzące wejść nie mogą! Wstęp tu mają tylko mnisi. Co ciekawe ta świątynia została wzniesiona przez tajlandzkiego króla, który bardzo pomaga finansowo również mnichą mieszkającym w tym miejscu, a nawet wybudował świątynie. I tak w Kunmingu znalazłam kawałek Tajlandii :)

Tak jak u nas stawia się kapliczki przy drogach tak tu w taki sposób czci się różne bóstwa i tak oto przykład takiego miejsca poświęconego bożkowi troszczącemu się o pieniądze. 

Co ciekawe w przeszłości teren należący do mnichów był dużo większy, niestety władze stwierdziły, że mnich nie może mieć tak dużo i zabrały teren po drugiej stronie góry tworząc tam zoo. A po mnichach zostały jedynie tajemnicze korytarze wydrążone w górach do których dziś nie ma dostępu. 
Schody donikąd bo przejście zamurowano
W świątyni wisiało również pamiątkowe zdjęcie takich mnisich światowych dni młodzieży, które miały miejsce kilka lat temu. 
Spotkanie mnichów

Po wyjściu ujrzałam wspaniały chiński budynek- szpital medycyny chińskiej. 

Ciekawostki dowiedziałam się również o lwach stojących często przy budynkach banków w Chinach. Tak na prawdę nie są to lwy a stworzenia lwo podobne (nazywane również psami Fo) bez odbytu tak aby to co weszło nie wyszło. Uznawane są one za symbol szczęścia i mądrości.
Co więcej to nie są dwa stworzenia takie same- jedno jest płci żeńskiej (po lewo od wejścia, trzyma łapę na małym lwiątku) a drugie męskiej (po prawo od wejścia).
Lew
Lwica

Aby mogły zakwitnąć tu jesienią piękne lotosy najpierw trzeba je posadzić i dlatego to urocze pewnie na co dzień miejsce wyglądało nie lepiej niż jakiś zaniedbany staw
Przeszłyśmy do miejsca, które w przeszłości było świątynią mniszek. Potem przez jednego z władców prowincji, Longyuna, zostało przekształcone w publiczną scenę i taką rolę pełni już do dziś.

Scena Longyuna w Kunmingu
Oprócz tego mieści się tu kilka sympatycznych kawiarni i sklepów z pamiątkami. Właśnie tu zobaczyłam typowe chińskie pismo obrazkowe, które wywodzi się z Dali i okazało się, że to typowe chińskie w porównaniu z tym obrazkowe wcale nie jest!

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam były budynki akademii wojskowej. Niestety dzień wcześniej zaczął się ich remont i nie można było zobaczyć wszystkiego od środka. To właśnie tu uczyli się słynni chińscy wojskowi i przywódcy. Szkoła ta powstała na kształt tych w Japoni, Japończycy zakładając swoje szkoły czerpali wiedzę z takich szkół w Europie i USA i tak chińczycy mimo swojej  stronniczości do Stanów i tak czerpali wiedzę z tych samych źródeł!
Szkoła wojskowa w Kunmingu
Dzień zakończyliśmy przepięknym spacerem po kampusie uniwersytetu Yunańskiego



po drodze kosztując tradycyjne słodkości pochodzące z tej prowincji. I tak zaczęliśmy od bułeczek z nadzieniem różanym, a skończyliśmy na.....
Ciastka z nadzieniem różanym
fioletowym ryżu (nazywanym też czarnym) z kiślem z lotosu! Pyszny! Nagrody dla biorących udział w konkursie przyjadą ze mną do Polski :) 
Fioletowy ryż z kiślem z lotosu
Takie wyposażenie potrzebne jest do przygotowania tego cudeńka powyżej. Te drewniane budki w lewym górnym rogu to malutkie parowniki do ryżu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz