Z ponad godzinnym opóźnieniem dotarłam do Kunming.
| Ten dworzec arcydziełem sztuki raczej nie jest! |
Wszystko miałam niby świetnie opisane- jaki autobus (64), gdzie wsiąść, gdzie wysiąść. Nie przewidziano tylko w tych wszystkich przewodnikach, że dworzec może mieć kilka wyjść. I tak jak było napisane że powinnam skręcić w prawo to ja powinnam w lewo itd. Po kilku "pogawędkach" z chińczykami udało się znaleźć przystanek.
| Teraz nie byłam tylko pewna czy to w tą stronę |
Przejeżdżało wszystko oprócz 64, ale w końcu się doczekałam. Pytanie tylko jak kupić bilet? Otóż w Kunmingu nie ma biletów! Albo posiada się elektromagnetyczną kartę albo wrzuca się 1-2 juana o czym informuje tabliczka na autobusie. Oczywiście przeczytać nie umiałam, ale wszyscy wrzucali po 1 RMB. Wrzuciłam i ja! Jadę.... Miało być ok. 20 minut, ale kierowca bombowca i było 15!
Dotarłam do hostelu. Całe 64 Y za 2 noce (38zł). Chwila ogarnięcia się i na dole już czekała Ola. Ola to Polka, która od kilku lat mieszka w Kunmingu. Znalazłam ją dzięki jej blogowi, który prowadzi (http://baixiaotai.blogspot.com/) na który serdecznie równie zapraszam, szczególnie tych którzy chcieliby lepiej poznać prowincję Yunnan. Dzięki niej poznałam Kunming ze wszystkich możliwych stron na które pozwolił czas, a dowiedziałam się tyle co z żadnej innej książki czy przewodnika.
Zaczęłyśmy od posiłku bo moim ostatnim jedzonkiem była tradycyjnie owsianka i potem kilka ciastek Oreo!
Pyszny ryż (w Yunnanie hodowane są te najdroższe gatunki)- nie żeby z tych najdroższych ale i tak był pyszny, bekon po kunmińsku (lepszego nie jadłam), grzyby na ostro i trochę zieleniny! Typowo.
Zaczęłyśmy od posiłku bo moim ostatnim jedzonkiem była tradycyjnie owsianka i potem kilka ciastek Oreo!
Pyszny ryż (w Yunnanie hodowane są te najdroższe gatunki)- nie żeby z tych najdroższych ale i tak był pyszny, bekon po kunmińsku (lepszego nie jadłam), grzyby na ostro i trochę zieleniny! Typowo.
Przeszłyśmy do świątyni Yuantong Zen Buddhist. Jednej z niewielu do których trzeba zejść w dół.
| Yuantong Zen Buddhist Temple in Kunming |
Zazwyczaj świątynie buddyjskie wznoszone były na wzgórzach. Ta jednak powstała tak wcześnie, że nie było jeszcze tradycji budowania takich świątyń. Oprócz tego ze względu na fakt, że jestem w prowincji Yunnan, która graniczy z Laosem i Birmą a niedaleko również do Tajlandii bardzo widoczne są wpływy pobliskich kultur. I tak w świątyni buddyjskiej w Chinach nie trudno o bóstwa tajlandzkiego czy indyjskiego buddyzmu.
Co ciekawe indyjski bożek płodności został w Chinach boginią bo Chińczycy nie wyobrażali sobie, żeby o płodność troszczył się mężczyzna.
Udało mi się dostrzec nawet swastyki i choć wiem, że Hitler zapożyczył je z kultur wschodu to mimo wszystko wywołały zdziwienie.
Do głównej świątyni z szacunku osoby niewierzące wejść nie mogą! Wstęp tu mają tylko mnisi. Co ciekawe ta świątynia została wzniesiona przez tajlandzkiego króla, który bardzo pomaga finansowo również mnichą mieszkającym w tym miejscu, a nawet wybudował świątynie. I tak w Kunmingu znalazłam kawałek Tajlandii :)
Tak jak u nas stawia się kapliczki przy drogach tak tu w taki sposób czci się różne bóstwa i tak oto przykład takiego miejsca poświęconego bożkowi troszczącemu się o pieniądze.
Co ciekawe w przeszłości teren należący do mnichów był dużo większy, niestety władze stwierdziły, że mnich nie może mieć tak dużo i zabrały teren po drugiej stronie góry tworząc tam zoo. A po mnichach zostały jedynie tajemnicze korytarze wydrążone w górach do których dziś nie ma dostępu.
| Schody donikąd bo przejście zamurowano |
W świątyni wisiało również pamiątkowe zdjęcie takich mnisich światowych dni młodzieży, które miały miejsce kilka lat temu.
| Spotkanie mnichów |
Po wyjściu ujrzałam wspaniały chiński budynek- szpital medycyny chińskiej.
Ciekawostki dowiedziałam się również o lwach stojących często przy budynkach banków w Chinach. Tak na prawdę nie są to lwy a stworzenia lwo podobne (nazywane również psami Fo) bez odbytu tak aby to co weszło nie wyszło. Uznawane są one za symbol szczęścia i mądrości.
Co więcej to nie są dwa stworzenia takie same- jedno jest płci żeńskiej (po lewo od wejścia, trzyma łapę na małym lwiątku) a drugie męskiej (po prawo od wejścia).
| Lew |
| Lwica |
| Aby mogły zakwitnąć tu jesienią piękne lotosy najpierw trzeba je posadzić i dlatego to urocze pewnie na co dzień miejsce wyglądało nie lepiej niż jakiś zaniedbany staw |
| Scena Longyuna w Kunmingu |
Oprócz tego mieści się tu kilka
sympatycznych kawiarni i sklepów z pamiątkami. Właśnie tu zobaczyłam typowe
chińskie pismo obrazkowe, które wywodzi się z Dali i okazało się, że to typowe
chińskie w porównaniu z tym obrazkowe wcale nie jest!
Kolejnym miejscem, które odwiedziłam były budynki akademii
wojskowej. Niestety dzień wcześniej zaczął się ich remont i nie można było
zobaczyć wszystkiego od środka. To właśnie tu uczyli się słynni chińscy
wojskowi i przywódcy. Szkoła ta powstała na kształt tych w Japoni, Japończycy
zakładając swoje szkoły czerpali wiedzę z takich szkół w Europie i USA i tak
chińczycy mimo swojej stronniczości do
Stanów i tak czerpali wiedzę z tych samych źródeł!
| Szkoła wojskowa w Kunmingu |
Dzień zakończyliśmy przepięknym spacerem po kampusie
uniwersytetu Yunańskiego
po drodze kosztując tradycyjne słodkości pochodzące z
tej prowincji. I tak zaczęliśmy od bułeczek z nadzieniem różanym, a
skończyliśmy na.....
| Ciastka z nadzieniem różanym |
fioletowym ryżu (nazywanym też czarnym) z kiślem z lotosu!
Pyszny! Nagrody dla biorących udział w konkursie przyjadą ze mną do Polski :)
| Fioletowy ryż z kiślem z lotosu |
| Takie wyposażenie potrzebne jest do przygotowania tego cudeńka powyżej. Te drewniane budki w lewym górnym rogu to malutkie parowniki do ryżu |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz